{

Title: |17. czyli "o przywidzeniach".|
Date: środa, 5 listopada 2008
Time: 00:43:54
Comments: |komentarze [1]|
Other: dA || grono.net

CZTEROWERS TRAGICZNY

Katastrofalne w skutkach
poruszenie światłocienia.
Lepiej zostawić obraz -
w ramach, tam, gdzie był.

.denikina



Title: |16. czyli "o granicach mojej wolności"|
Date: sobota, 1 listopada 2008
Time: 02:06:57
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

zdanie zawiera się między wielką literą a kropką
jest zbudowane poprawnie logicznie i gramatycznie

AĄBCĆDEĘFGHIJKLŁMNOÓPRSŚTUWYZŹŻ

znaki przestankowe służą porządkowaniu naszych wypowiedzi aby
były odpowiednio spójne i zrozumiałe dla wszystkich którzy je czytają nie
będąc nawet świadomym znanego tylko autorowi kontekstu

zdania łączą się
granice wolności
ze sobą
mojej wolności
spójnie
czyjej
tworząc logiczny ciąg
pytam: czyjej

używamy znaków takich jak wykrzyknik lub znak zapytania by zaakcentować charakter
wypowiedzi nadać jej pytający rozkazujący lub oznajmujący (kropka) ton
w nawiasach lub poprzez wstawienie myślników podajemy informacje poboczne

(spróbuj teraz sam w ludzkim ciele wznieść się jak najwyżej potrafisz)






-----------

Przepraszam, nie będzie cmentarnie. Nie lubię Halloween, a zmarłych będę sobie wspominać sama, bez pomocy internetowych publikacji.

.denikina



Title: |15. czyli "o ptakach"|
Date: wtorek, 21 października 2008
Time: 01:47:08
Comments: |komentarze [0]|
Other: dA || grono.net

Jak zwykle – ten sam sen.
Pokój jest spowity szarawym dymem. Wiesz, jak z papierosów, albo może z SUCHEGO LODU, czy czegokolwiek innego. Panuje intymny, wygodny półmrok tu i ówdzie przetkany słabym światłem paru świeczek z parapetu, albo stojącej na podłodze lampki. Nie ma tu żadnych mebli, jeśli nie liczyć starej, upchniętej w kąt pokoju szafy i lichego stoliczka, sprawiającego wrażenie, jakby go było raczej mniej niż więcej. Naokoło mnie kręcą się ludzie i chyba mają na sobie jakieś kolorowe ubrania, ale nie jestem tego pewna – kiedy usiłuję sobie przypomnieć, wszystkie barwy są w odcieniach szarości. Ale załóżmy – są kolorowi. Niektórzy poruszają się w rytmie muzyki – zapewne, bo tego też nie słyszę, albo może tylko nie potrafię sobie przypomnieć.
W kolejnym pokoju, do którego mogę zajrzeć przez pustą dziurę w ścianie – pozostałość po drzwiach. - jest zupełnie ciemno. Widać tylko małe żarzące się punkciki, które poruszają się hipnotycznie, jak świetliki w ciężkiej, klejącej się czerni. A więc palą. Ale SUCHY LÓD też może gdzieś tu stać.
Gdzie jestem?
Obok stołu. Stoję i usiłuję wymacać jakieś ciasteczka, których zapewne dawno już tu nie ma. Moja ręka nie trafia w talerz. Próbuję ponownie – znów pudło. W drugiej dłoni dopala się pomarańczowo-żółty świetlik (A jednak jest jakiś kolor? Czy to tylko projekcja rzeczywistości?). Przy trzeciej próbie zamiast ciastek wyłapuję palcami zimny, walcowaty kształt. Upijam łyk ciepłej, niesmacznej cieczy.
Z puszką w dłoni postępuję krok w prawo.
A jednak lewo?
Obraz powoli zaczyna drgać. Ludzie wykonują coraz szybsze ruchy, ich ręce skaczą w ciemnej przestrzeni, jak osobne ożywione twory. Ja nadal staram się utrzymać prostą, choć mam uczucie, że jestem igłą oszalałego kompasu. Brnę przed siebie z coraz większym trudem. Nagle na coś wpadam – człowiek? Ściana?

(W tej chwili następuje cezura. Zazwyczaj w tym momencie podskakuję na łóżku, budząc się ze snu. Zaraz potem szybko kładę się znów, mając nadzieję, że będę śnić o tym samym.)

Widzę Ciebie. Nie, to nie przywidzenie, choć w moim śnie masz niewyraźną twarz, jak z reklamy Rutinoscorbinu. Z kimś siedzisz. To ktoś równie niewyraźny jak Twoja twarz. Z daleka biorę go za cień, z bliska przypomina czarną masę. Ten cień Cię ogarnia, zalewa, a ja, nie wiem dlaczego, mam wrażenie, że jesteś taka piękna, że aż boję się, że to tylko sen, że zaraz wszystko obróci się w koszmar. Ty mnie nie poznajesz, jesteś zajęta swoim cieniem. I wyglądasz, jakbyś nie wierzyła w złe sny.
Teraz wyglądam za okno. Wydawało mi się, że jest noc – w końcu żadne światło dzienne nie wpada przez odsłonięte okna – ale nie, wszystko jest zupełnie jasne i szare, jak w jakieś zimowe południe. Za szybą widzę jedno jedyne drzewo stojące w bezkresie popękanej ziemi. Jest rozłożyste i silne, ale zarazem bezlistne i przeciążone ciężarem setek ptaków, które na nim siedzą. Zaraz potem dostrzegam ich więcej: siedzą w na ziemi, lecą w powietrzu. Są tu wszystkie gatunki, ale nie w parach – widzę tylko jedno stworzenie z każdego rodzaju. Kruk siedzi obok wróbla i jakiejś egzotycznej papugi, której nazwy zapewne nie sposób wymówić.
I spowija je dym (to nie papierosy. ptaki przecież nie pala, więc tym razem to na pewno SUCHY LÓD). I czuję jakby przenikał przez szybę i oplatał mnie powoli, choć nic takiego nie widzę. Robi mi się ciężko, coraz ciężej, opadam powoli w kierunku podłogi nie walcząc z tym co mnie przytłacza. A ptaki nadal są na swoich miejscach – jakby nawet lecąc nie poruszały się wcale.
Patrzę Ci w oczy, ale Ty mnie nie widzisz. Klęczę przed Tobą na podłodze, czuję się jakby mnie ktoś przed chwilą powalił. Cień przybiera realnych kształtów – całuje Cię, przygarnia, tak jak ja, kiedyś. Wyłania się twarz – jakaś obca, a może to ja? Czy to ja? Nie pamiętam, jak wyglądam. Usiłuję sobie przypomnieć, ale nie potrafię. Czy te ręce są moje? Usiłuję porównać je ze swoimi dłońmi, ale nagle spostrzegam, że patrzę w pustkę. Tam nie ma nic. Tylko przetarta klepka? Obracam się ostatnim ruchem nieistniejącej głowy w tył – chcę za wszelką cenę zapamiętać cokolwiek z tej rzeczywistości, która na moich oczach znika.
Nie, to nie ona znika. To ja znikam dla niej. Powoli, nieodwracalnie mnie nie ma. Ostatni oddech, ostatnie impulsy nerwowe przesyłane do mózgu – na więcej nie starcza materii.

Budzę się.

Mam wrażenie, że śnię to wszystko o raz kolejny, ale mogę się mylić, może to deja vu.
Wiem, jednak na pewno – to nie mógł być SUCHY LÓD.


.denikina



Title: |14. czyli "kal ho na ho"|
Date: niedziela, 28 września 2008
Time: 23:56:38
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

zamknijcie drzwi, zapalcie świece,
zabawa będzie!
błyśnij owocem, soczystym miąższem,
nim się mglisty poranek obróci w Rzeczywistość.
nim się spostrzegą Ciekawskie Szczeliny.

s t a r y n i e d ź w i e d ź m o c n o ś p i !

dalejże, kręćcie kolorowe spódnice,
nie żałujcie białych koronek!
jutro mi róża będzie przekwitłą,
teraz rwij płatki czerwone.
teraz kalecz palce, gdy ból jest słodki.

m y s i ę g o b o i m y, n a p a l c a c h c h o d z i m y !

jak się zbudzi to nas zje!
wszakże noc jeszcze młoda,
czegóż że macie żałować, Panowie, Panienki?
już zadecydowaliśmy.
już przewidzieliśmy skutki.

Już Wiemy Wszystko.

j a k s i ę z b u d z i t o n a s z j e!



.denikina



Title: |13. czyli "o błędach"|
Date: poniedziałek, 31 marca 2008
Time: 23:20:00
Comments: |komentarze [6]|
Other: dA || grono.net

-nie szukać problemów, same się zdarzą
-nie myśleć za dużo, i tak mózg się sam w końcu nakręci
-nie krzyczeć, głos się jeszcze przyda

-rozmawiać
-rozważać
-przepraszać
-zmieniać się

-nie powodować łez
-nie ranić
-nie zabijać

-TWORZYĆ

.denikina



Title: |12. czyli "o oknach i balkonach"|
Date: niedziela, 24 lutego 2008
Time: 18:27:35
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

Wychodzimy wieczorami na balony, okna. Niebo jest już zazwyczaj ciemne, pojawiają się gwiazdy, jak małe błyszczące koraliki rozsypane przez nieuważne dziecko na podłodze. Zapalamy papierosa lub mówimy - nie pal przy dzieciach - siadamy na krześle, opieramy się o balustradę, wychylamy zaciekawieni nad parapet, jakby oczekując. Nie, nie pomyliliśmy się, to nie noc sylwestrowa, nie zobaczymy żadnych fajerwerków, czy kolorowych świateł. Jest cicho. Tylko czasami usłyszymy jak jakiś drobny pijaczek zakrzyknie coś do drugiego na pustoszejącej ulica. My trwamy w niezmiennych pozycjach, jakbyśmy chcieli się wtopić w tą wieczorną porę, zakryć ciszą. Czekamy wytrwale i tylko jasne obłoki pary malują się w zimnym granatowo-świetlistym powietrzu.
Nagle ciemność staje się ciemniejsza niż była, jakby zaraz miała rozbłysnąć płomiennym blaskiem. Choć może to tylko złudzenie naszych zmęczonych oczu? Ale, nie. Nie zdawało się nam, na pewno. Wstrzymujemy na chwile oddech.
Ale nic nie następuje. Gwiazdy wydają się trwać w swoich orbitach. żadna nie spada, nie zmienia koloru, nie rozjaśnia łuną nieba. Czyżby nasze wyczekiwania poszły na marne? Nabieramy głęboko powietrza w płuca i długo wydychamy półprzejrzystym strumieniem pary, jakbyśmy chcieli powiedzieć z niezadowoleniem: znów całe to oczekiwanie na nic.
Podnosimy się z krzeseł, odchodzimy od poręczy balkonu. Zamykamy okna, drzwi. Odkładamy to wszystko do jutra, razem z niedopalonym papierosem tlącym się jeszcze na parapecie.
W pomieszczeniu jest ciepło. Siadamy na kanapie, przy stole, obejmujemy się ramionami, odmierzamy delikatne pocałunki - ani zbyt gorące, ani zimne. Włączamy odtwarzacz płyt kompaktowych. Z cichym trzaskiem uruchamianego sprzętu zatapiamy się w inny stan. Michael Buble mruczy w tle Always On My Mind Elvisa Presleya (niemniej słodkim głosem, zresztą). Jeszcze nie dręczą nas jutrzejsze wydarzenia, już nie pamiętamy dzisiejszych gwiazd. Pozwalamy sobie na tą chwilę intymnego braku świadomości, całkiem przez ten moment całkiem szczerzy i nadzy, jak nigdy w życiu.


.denikina



Title: |11. czyli "o stanach niekontrolowanych"|
Date: środa, 23 stycznia 2008
Time: 23:40:46
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

Złość przychodzi do mnie stosunkowo szybko z nagłym kłującym impulsem docierającym w prostej linii do mózgu.

Kurwa mać.

To pierwsze poprawne logicznie i gramatycznie złożone zdania. A właściwie równoważnik. Zdań.

Kurwa mać!

Oto kolejne, nieznacznie podkreślone koślawym wykrzyknikiem (niestety nie mogę oddać krzywizny wkurwionego pisma poprzez klawiaturę. Szkoda.)

Kurwa jego pierdolona mać.

Ostatnie poprawnie wypowiedziane zdanie. Zazwyczaj bez zbędnego bulgotu. Względnie zrozumiałe. Pardon. Równoważnik. Znaczy się - zdań.

I zadeklamowałabym Ci nawet z miejsca Puszkina w oryginale, gdybyś w tej chwili rzucił choć słowo. Ale ten pusty wzrok, koloru mętnej ściekowej wody, te zaspawane, do bólu suche, milczące usta, bezwładne, szmaciane kończyny - wszystko to, kurwa, wścieka mnie jeszcze bardziej.

Powoli zaczynam sie tracić. Boże, nie mam wtedy współczucia i litości. Mam ochotę Cię pokroić tępą siekierą na części i powoli konsumować, znęcać się nad Tobą, konsumować Twoje milczenie, Twój strach i niemoc. Czuję siłę, żeby studiować Twoje ciało komórka po komórce, ciąć je, obserwować, znowu ciąć, drażnić nerwy aż wreszcie znajdę gdzieś te skrywane emocje i wykrzyczysz mi to, co chcę usłyszeć.

Suka? Nie mów tak nigdy o sobie.

Zawsze to słyszę, kiedy czuję całą sobą, że nie ma już we mnie krzty człowieczeństwa. Jak można przeczyć, kiedy widzisz, że te pierwotne zwierzęce instynkty odbijają się w moich oczach i tańczą na całej twarzy.

Istny danse macabre.

Kocham Cię.

Słyszę to pierdolony setny raz. Jego mać.

Czyja?

Znów to, kurwa, irytujące pytanie.

Kocham Cię.

Fuck You!

Okej.

I co jesteś taki, kurwa słodki, co?

*cisza*

Kurwa.

*cisza*

Jesteś skrajnie głupi.

*cisza*

Spiedalaj. Słyszysz? Spierdalaj! Już!
Albo..

*westchnienie*

Kurwa, zaczekaj...


.denikina



Title: |10. czyli "o polonezie"|
Date: czwartek, 15 listopada 2007
Time: 15:50:57
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

Popołudnie. Około pół do czwartej. Jak by to ująć? Pełne rozleniwienie? Ni mniej nie więcej.
Mama gra na keyboardzie Yamaha. Nie lubię go. Stoi z konieczności w małej przestrzeni mojego pokoju. Ma kolor tandetnej bukowej sklejki.
A jednak w jego brzmieniu delikatnie pachnie pianino. Kiedy siedzę w pokoju i zastanawiam sie nad rozprawką z angielskiego, to czasem nawet zapominam o tym, że to elektroniczna Yamaha a nie prawdziwy imstrument z duszą.
To jest ta jedna chwila natchnienia, na którą czekam. Ona gra, a ja czuję, że jej polonez jest tłem do tego co się dzieje, zupełnie jak na jakimś filmie. Jest klimat. Pojawiają się prawdziwe myśli. Wraca wrażliwość.
Biegnę szybko do komputera ukłuta jakimś naturalnym impulsem. Zapisuję szybko to, co przyszło mi do głowy. Byle prędzej - zaraz przecież wszystko może ulecieć.
Udaje mi się sklecić te kilka zdań. ktoś mnie woła. Wstaję, idę do salonu. Niestety - fałszywy alarm. Wracam przed monitor. Krok, dwa. Co słyszę? 'Pyk' włączanego telewizora, zamykane drzwi do pokoju. Nie ma muzyki, nie weny. Wszytko na siłę.

.denikina



Title: |9. czyli "o śmierci"|
Date: wtorek, 9 października 2007
Time: 20:46:18
Comments: |komentarze [4]|
Other: dA || grono.net

Kiedy się dowiedziałam, kąciki ust same powędrowały do góry. Po prostu nie przyszło mi na myśl, żeby uwierzyć. Nie można powiedzieć nawet, że go znałam. Nie było mi przykro, czy smutno. To po prostu był szok. Przeżyłam go z godzinnym opóźnieniem, kiedy popatrzyłam na jego zdjęcia. Uśmiechnięty, pewny siebie, młody. Jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, że tacy ludzie jak on giną. Właściwie, dzieci.
Nie zadałam pytań: po co? jak to? dlaczego? I zapewne ich nie postawię. Na razie muszę uwierzyć w to, że go nie ma. że 15 lat życia wystarczy, by tak po prostu zginąć w ciągu kilku sekund, żeby usunąć z tego świata istotę swojego istnienia, myśli, ego.
I znów powtórka z rozrywki. Znów powątpiewanie po co żyć, starać się, jeżeli tak nagle to wszytko ucina tak prosta rzecz, jak zderzenie dwóch samochodów.
Jeszce nie wiem. Ale dojdę do tego. Muszę.

Tak, udzielił mi się egzystencjalizm. Sartre, Camus - dopięliście swego - czuję te wasze egzystencjalne mdłości.




--------
Maurice (1992- 30.09.2007) [*]






.denikina



Title: |8. czyli "o smutku"|
Date: niedziela, 30 września 2007
Time: 18:25:27
Comments: |komentarze [3]|
Other: dA || grono.net

Dziś będzie krótko.
Znajduję się w stanie trudnym do prostego zdefiniowania stanie. Dziś czas zmniejszył swoją prędkość prawie do zera. Trybiki w zegarku obracają się niemrawo i od niechcenia. Ja poruszam się, jak na zwolnionym filmie. I tylko myśli zdają się zachowywać część dawnego wigoru.
Nie wiadomo tylko, czego dotyczą.
Jak dla mnie, odbijają się od siebie, krążąc po przypadkowych tematach, biegną w dziwnych kierunkach, skręcają, zawracają, to znów idą w przód, tylko po to, by wrócić na koniec do punktu wyjścia.
A uczucia?
Były. Przed południem. No i gdzieś wyszły. Nie ma.
Czytam wiadomości, patrzę na twarze i czuję taką obrzydliwą obojętność. Chciałabym powiedzieć, że mnie to denerwuje, ale z powyższych względów lepsze będzie określenie, że jestem zdziwiona. Myślę, że mogłabym tęsknić, ale w obecnej chwili dziwię się delikatnie, jakbym się zastanawiała, czy czegoś mi przypadkiem nie brakuje. Z tych bardziej prozaicznych rzeczy - nie pouczyłam się jeszcze i zamiast się bać (tak, niestety zazwyczaj w takich sytuacjach odczuwam mniej lub bardziej delikatny strach) dziwię się sama sobie, że nie zabrałam się jeszcze za robotę.
Tak to właśnie wygląda. Wszystkie emocje zostały spłycone, zmniejszone, uproszczone i zlepiły się w jedno słowo - zdziwienie.
Właściwie, to teraz zdaje mi się, że to nie do końca takie zwykłe zdziwienie. Ono jest bardzo smutne. No i nie umiem sobie z nim poradzić.

I tu przytoczę bardzo szczerą, choć z pozoru naiwną odpowiedź, której udziela 6 letnia, autystyczna Sheila swojej nauczycielce w książce "Dziecko".

-Nigdy nie płaczę.
-Dlaczego?
-W ten sposób nikt nie może mnie zranić.


Sheilo, bardzo chciałabym teraz móc płakać.



Ps: ...czy przypadkiem nie miało być krótko?
Ps2: |Maria S.|

.denikina



Title: |7. czyli "o trudnych pytaniach"|
Date: czwartek, 20 września 2007
Time: 18:46:48
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

Prosiłeś mnie o odpowiedź. Pytanie było trudne. I co najgorsze, to ja je pierwsza zadałam. *łup głową w klawiaturę*
Ale dobrze. Ty odpowiedziałeś. Ja też muszę.
A więc...dlaczego tak bardzo mnie lubisz?




Idę. A właściwie chodzę. Cały czas. W kółko.
Czy myślę?
Zapewne.
O czym myślę?
To już trudniejsze pytanie. I nie umiem na nie odpowiedzieć tak, jakbym chciała. Niebanalnie, prosto, wyczerpująco.
Twoje zdjęcie jest na wprost mnie. Tak, jak teraz stoję, jakiś metr, dwa przede mną, zawieszone w późni.
To na pewno zdjęcie?
Robię krok do przodu. Wciąż ten metr, dwa. Jeszcze jeden, tym razem w lewo. Obraz nie zmienia pozycji. Krok trzeci. Krok czwarty. Wciąż tam jesteś.

Już wiem. Teraz, przed chwilą wyrwałam się z otępienia.
Zadałeś mi pytanie. Mam z nim problem, jak z większością pytań, które zadają mi ludzie.
Kieruję się przypadkowym impulsem i mówię pierwszą rzecz, która przychodzi mi do głowy. Nikogo to nie satysfakcjonuje. Mnie tym bardziej
Teraz jest inaczej.
Stop.
Zastanów się.
Ale jaka jest odpowiedź?

To nie są włosy. Nie oczy, usta. Nie dłonie z kolorowymi paznokciami. Nie uśmiech, którym Cię witam, wypowiadane słowa, bicie serca.
Żaden z pocałunków.

Nie wiem?
Myślisz: wiesz.
Tak, prawda.

To ciepło zimnych dłoni.
Mówisz: idź, czekają.
Ale nie puszczasz mnie dalej.


.denikina



Title: |6. czyli " o tęsknocie"|
Date: poniedziałek, 10 września 2007
Time: 18:23:40
Comments: |komentarze [7]|
Other: dA || grono.net

Tęsknię za bielą.
Nie ma już miękkich poduszek,
pachnących prześcieradeł?
Gdzie kolorowe kwiaty w kubeczku bez ucha?

Popijam czarna kawę
na krześle bez nogi.
Pocieram szarą dłonią
szorstkie,
kanciaste
brzegi stołu.

Nie ma bieli bez czerni.
Jak nikczemne byłoby dobro bez zła?


|Mury|

.denikina



Title: |5. czyli "o zaczynaniu od nowa"|
Date: poniedziałek, 3 września 2007
Time: 00:05:03
Comments: |komentarze [8]|
Other: dA || grono.net

Podobno powinno mnie to bardziej obchodzić. A już na pewno nie powinnam się tak cieszyć. No, niechże się ta denikina bardzie przejmuje. Wypadałoby okazać choćby trochę stresu, czy drżenia rąk!

Guuziik
Aha. Dokładnie. Mówcie sobie, co chcecie. Bodajby Was krew zalała, ja się śmiać będę. A co!
Och, Ty, niegrzeczna...
Wyjątkowo, bardziej niż Ty...
Ale wracając do tematu - wcale się nie boję. I choćby się to zdawało nieprawdopodobne - cieszę się z faktu iż już zaczynam nowy rozdział życia. Z całą pewnością będzie niełatwo i jeszcze wiele razy będę tutaj miotać przekleństwami i wymachiwać rączką w kierunku niebios, ale jednak...Czym byłby marny ludzki żywot bez jakichkolwiek zmian?

(Być może trochę podobny do krowiego. W końcu krowa nie zmienia zdania i cały czas przeżuwa. Trawę. Pfuj.)

Lubię zmiany i ani nowa szkoła, ani nowe środowisko, znajomi, nic, po prostu nic mnie w tym nie przeraża.
Boś, dziiiwna..
Może...?
Na pewno!

W każdym razie, życzę sobie powodzenia. Wy także możecie to uczynić. Nie obrażę się. Serio.

A teraz, pora na dobranoc. Dla Was, oczywiście, bo ja lecę jeszcze potracić trochę cennego czasu...

Gute Nacht!


Ps: |Tylko wspomnienia.|


.denikina



Title: |4. czyli "o spędzaniu wolnego czasu w nocy"|
Date: środa, 29 sierpnia 2007
Time: 11:59:43
Comments: |komentarze [4]|
Other: dA || grono.net

Moje drugie ja śpi. Ha ha. Gupek myśli, że ja też, ale niestety, grubo się myli...
Nie zwlekając dłużej i wykorzystując każdą drobinkę wolności podarowaną mi przez łaskawy los, zapodając coś dla Was, a mianowicie smakowite .PNG z Alichino.
Spokojnie, zrobiłam je z nudów, a nie specjalnie dla Was, a więc wszystko ze mną porządku...


1.) |Ptak|

2.) |Dziewczyna|

3.) |Myoubi 1|

4.) |Enju|

5.) |Tsugiri|

6.) |Myoubi 2|


To by było na tyle. Możecie je sobie pobierać do woli, ale POD PAROMA WARUNKAMI:

-nie wolno podawać się za twórcę .PNG
-trzeba powiadomić mnie w księdze gości o wykorzystaniu danego .PNG w szablonie i ulubić , poza tym warto byłoby umieścić na szablonie informację, że .PNG wzięliście z mojego pamiętniczka


No, to by było na tyle mego kochanego zrzędzenia.
Enjoy!


Zieeew...Która to godzina…?
Jeszcze wcześnie. Śpij sobie, spokojnie…


.denikina



Title: |3. czyli " o podróżach"|
Date: piątek, 24 sierpnia 2007
Time: 12:14:15
Comments: |komentarze [3]|
Other: dA || grono.net

Grechuta śpiewał: Podróże kształcą.
Cóż. Gdyby zaraz potem, choćby falsetem, piano panissimo dodał w większości wypadków zgodziłabym się z nim całkowicie.

Niestety. Wewnętrzna, szesnastoletnia przekora, każe zaprotestować.
Bo i ja dziś wyjeżdżam, choć co do właściwości "kształcących" owej drobnej podróżny mam ogromne wątpliwości.
Wszystko rozbija się te dalekie zakamarki ludzkiego umysłu, do których brzegów nigdy nie uda nam się dotrzeć. Być może, gdyby było to możliwe, nie podejmowalibyśmy decyzji tak rażąco wbrew sobie.
Halo,wbrew sobie?
Och, nie. Znowu...
...będziemy się bawić, co?
Wybacz, dziś nie mam ochoty. (Właściwie, to nie tylko dziś...)
Nie bądź śmieszna. Nie podejmujesz decyzji wbrew sobie. Ostatnio, Ty w ogóle ich nie podejmujesz. Ja to robię.
Słucham?!
Tak, właśnie.
Więc chcesz przez powiedzieć, że to Ty siedzisz na tym brzegu i decydujesz sobie za mnie?
Och, niezupełnie. Ponadto mocze sobie nogi. Woda jest dość ciepła, fale łagodne. Czego chcieć więcej?
...
Jakaś Ty dziecinna, tak łatwo się obrażasz i denerwujesz z byle powodu. Tak łatwo wyprowadzić Cię z równowagi...To w sumie zabawne, ale czasem już przesadzasz.
No, tak. Ja nie siedzę nad ciepłym morzem...
Za to ja nawet tutaj słyszę, jak tłuczesz głową o ścianę...
Czyżby...? (Trzeba będzie stukać nieco głośniej...)
Słyszałam to!
Nieważne. Wypadałoby zakończyć naszą pogawędkę, bo w przeciwieństwie do Ciebie muszę się pakować i jechać na wycieczką, na którą mnie wysłałaś.
Jednak jesteś straszliwie głupia.
Nie odzywam się już do Ciebie. (Ach, człowiek winien podążać za swymi pragnieniami...).
I nigdy nie dzieje się inaczej, gdyż nie w ludzkiej naturze jest działać wbrew sobie.

.denikina

 

Me



|| MEJL

ADD || ME (fanlistings)

COUNT || ME |{akcja}|

Join the army

LOOK || ADD

Past battles

2007
sierpien (4)
wrzesień (4)
październik (1)
listopad (1)

2008
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (2)

Gods

A to jest Najpiękniejsza Na Swiecie Kobieta (bo moja...) i jej pamiętnik.
Ta Panna jest wykonawczynią szablonu, który widzicie, a ponadto produkuje się bardzo interesująco na tym koncie

Enemies

imaginacyjnie 5 |50/60|
paleta zalet 5+

Scrolls

Click!

 Me
denikinowy Facebook
denikinowy netlog
denikinowe gronko
denikinowe dA

Scans
ShoujoMagic (ang.)
Storm in Haeven (ang.)
Lililicious - skanlacje YURI (ang.)
Go Bakkin Fanskans
Sai Team
Project Manga
Miwa Shirow's "Dogs" (ang.)

Other
Pamiętnik Julki
BLACKSTAR

Useful
ColourLovers (ang.)
Retouching Tutorials (ang.)
Kolory
SXC - free photo stock (ang.)
77 words
dafont (ang.)
Aino Hanako - brushes (ang./jap.)
Foto Decadent (ang.)
Sweet Talented (ang.)
EyesOnTutorials (ang.)

Funny
Przeminęło z Bombami
Przeminęło z Bombami
Japan Subway
Jaguś32 - tak oczojebnego bloga jeszcze nie było...*zgon*
Naruto - Stupid Sakura Project V.2
TARAKO!
Naruto - Stupid Sakura Project V.1
Monster Name Decoder (ang.)

J-rock
TSUKIYO - Dir en Grey fansite (ang.)
KAIWAN - Malice Mizer fansite (ang.)

M&A
Portal polskiego fandomu YURI
Hellsingowa Galeria (ang./chin.)
Fanfiction.net (ang.)
Download Anime
NarytoFan.com (ang.)
BleachFlame.com (ang.)
Sailor Monn Universum
konahaSENPUU - ktoś o tym nie słyszał?
realityLAPSE - download animek (ang.)
AnimeSub - napisy do animków

Designs
Mau Mau
Celestial Star (ang.)
RadioBlogClub (ang.)
Aethereality (ang.)
Inventive Designs

Heroes

Click!

 intihory-portieralvisintimate-memoriestorture-meimaginary-creativescatalina-new-typemonsterslovelessuchihacestzycie-albusa-dumbledore

Click!

 

Hear my song

Link me

Wymiana buttonów?
Jak najbardziej.

Layout credits:

Made by MilI

from : CARAMEL DROPS

Poprawki + CSS by denikina

Powered by mylog.pl




 

 

 

 

 

 

 

Witam!
Jeżeli tu wchodzisz, to wiedz, że:
-nie, nie lubię Cię. Tylko wybranym przysługuje ten wątpliwy zaszczyt
-nie, nie dodam Cię do ulubionych, bo znajdują się tam tylko blogi, które mnie zaciekawiły, a Ty takiego nie posiadasz, i nie zmienia tego fakt, że dodajesz mnie do ulubionych
-nie, nie wpadnę do Ciebie nawet jeśli "fajnie piszę" i "zaciekawiła Cię moja notka"
-jeśli masz zamiar jęczeć, to żegnam







Title: |17. czyli "o przywidzeniach".|
Date: środa, 5 listopada 2008
Time: 00:43:54
Comments: |komentarze [1]|
Other: dA || grono.net

CZTEROWERS TRAGICZNY

Katastrofalne w skutkach
poruszenie światłocienia.
Lepiej zostawić obraz -
w ramach, tam, gdzie był.

.denikina



Title: |16. czyli "o granicach mojej wolności"|
Date: sobota, 1 listopada 2008
Time: 02:06:57
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

zdanie zawiera się między wielką literą a kropką
jest zbudowane poprawnie logicznie i gramatycznie

AĄBCĆDEĘFGHIJKLŁMNOÓPRSŚTUWYZŹŻ

znaki przestankowe służą porządkowaniu naszych wypowiedzi aby
były odpowiednio spójne i zrozumiałe dla wszystkich którzy je czytają nie
będąc nawet świadomym znanego tylko autorowi kontekstu

zdania łączą się
granice wolności
ze sobą
mojej wolności
spójnie
czyjej
tworząc logiczny ciąg
pytam: czyjej

używamy znaków takich jak wykrzyknik lub znak zapytania by zaakcentować charakter
wypowiedzi nadać jej pytający rozkazujący lub oznajmujący (kropka) ton
w nawiasach lub poprzez wstawienie myślników podajemy informacje poboczne

(spróbuj teraz sam w ludzkim ciele wznieść się jak najwyżej potrafisz)






-----------

Przepraszam, nie będzie cmentarnie. Nie lubię Halloween, a zmarłych będę sobie wspominać sama, bez pomocy internetowych publikacji.

.denikina



Title: |15. czyli "o ptakach"|
Date: wtorek, 21 października 2008
Time: 01:47:08
Comments: |komentarze [0]|
Other: dA || grono.net

Jak zwykle – ten sam sen.
Pokój jest spowity szarawym dymem. Wiesz, jak z papierosów, albo może z SUCHEGO LODU, czy czegokolwiek innego. Panuje intymny, wygodny półmrok tu i ówdzie przetkany słabym światłem paru świeczek z parapetu, albo stojącej na podłodze lampki. Nie ma tu żadnych mebli, jeśli nie liczyć starej, upchniętej w kąt pokoju szafy i lichego stoliczka, sprawiającego wrażenie, jakby go było raczej mniej niż więcej. Naokoło mnie kręcą się ludzie i chyba mają na sobie jakieś kolorowe ubrania, ale nie jestem tego pewna – kiedy usiłuję sobie przypomnieć, wszystkie barwy są w odcieniach szarości. Ale załóżmy – są kolorowi. Niektórzy poruszają się w rytmie muzyki – zapewne, bo tego też nie słyszę, albo może tylko nie potrafię sobie przypomnieć.
W kolejnym pokoju, do którego mogę zajrzeć przez pustą dziurę w ścianie – pozostałość po drzwiach. - jest zupełnie ciemno. Widać tylko małe żarzące się punkciki, które poruszają się hipnotycznie, jak świetliki w ciężkiej, klejącej się czerni. A więc palą. Ale SUCHY LÓD też może gdzieś tu stać.
Gdzie jestem?
Obok stołu. Stoję i usiłuję wymacać jakieś ciasteczka, których zapewne dawno już tu nie ma. Moja ręka nie trafia w talerz. Próbuję ponownie – znów pudło. W drugiej dłoni dopala się pomarańczowo-żółty świetlik (A jednak jest jakiś kolor? Czy to tylko projekcja rzeczywistości?). Przy trzeciej próbie zamiast ciastek wyłapuję palcami zimny, walcowaty kształt. Upijam łyk ciepłej, niesmacznej cieczy.
Z puszką w dłoni postępuję krok w prawo.
A jednak lewo?
Obraz powoli zaczyna drgać. Ludzie wykonują coraz szybsze ruchy, ich ręce skaczą w ciemnej przestrzeni, jak osobne ożywione twory. Ja nadal staram się utrzymać prostą, choć mam uczucie, że jestem igłą oszalałego kompasu. Brnę przed siebie z coraz większym trudem. Nagle na coś wpadam – człowiek? Ściana?

(W tej chwili następuje cezura. Zazwyczaj w tym momencie podskakuję na łóżku, budząc się ze snu. Zaraz potem szybko kładę się znów, mając nadzieję, że będę śnić o tym samym.)

Widzę Ciebie. Nie, to nie przywidzenie, choć w moim śnie masz niewyraźną twarz, jak z reklamy Rutinoscorbinu. Z kimś siedzisz. To ktoś równie niewyraźny jak Twoja twarz. Z daleka biorę go za cień, z bliska przypomina czarną masę. Ten cień Cię ogarnia, zalewa, a ja, nie wiem dlaczego, mam wrażenie, że jesteś taka piękna, że aż boję się, że to tylko sen, że zaraz wszystko obróci się w koszmar. Ty mnie nie poznajesz, jesteś zajęta swoim cieniem. I wyglądasz, jakbyś nie wierzyła w złe sny.
Teraz wyglądam za okno. Wydawało mi się, że jest noc – w końcu żadne światło dzienne nie wpada przez odsłonięte okna – ale nie, wszystko jest zupełnie jasne i szare, jak w jakieś zimowe południe. Za szybą widzę jedno jedyne drzewo stojące w bezkresie popękanej ziemi. Jest rozłożyste i silne, ale zarazem bezlistne i przeciążone ciężarem setek ptaków, które na nim siedzą. Zaraz potem dostrzegam ich więcej: siedzą w na ziemi, lecą w powietrzu. Są tu wszystkie gatunki, ale nie w parach – widzę tylko jedno stworzenie z każdego rodzaju. Kruk siedzi obok wróbla i jakiejś egzotycznej papugi, której nazwy zapewne nie sposób wymówić.
I spowija je dym (to nie papierosy. ptaki przecież nie pala, więc tym razem to na pewno SUCHY LÓD). I czuję jakby przenikał przez szybę i oplatał mnie powoli, choć nic takiego nie widzę. Robi mi się ciężko, coraz ciężej, opadam powoli w kierunku podłogi nie walcząc z tym co mnie przytłacza. A ptaki nadal są na swoich miejscach – jakby nawet lecąc nie poruszały się wcale.
Patrzę Ci w oczy, ale Ty mnie nie widzisz. Klęczę przed Tobą na podłodze, czuję się jakby mnie ktoś przed chwilą powalił. Cień przybiera realnych kształtów – całuje Cię, przygarnia, tak jak ja, kiedyś. Wyłania się twarz – jakaś obca, a może to ja? Czy to ja? Nie pamiętam, jak wyglądam. Usiłuję sobie przypomnieć, ale nie potrafię. Czy te ręce są moje? Usiłuję porównać je ze swoimi dłońmi, ale nagle spostrzegam, że patrzę w pustkę. Tam nie ma nic. Tylko przetarta klepka? Obracam się ostatnim ruchem nieistniejącej głowy w tył – chcę za wszelką cenę zapamiętać cokolwiek z tej rzeczywistości, która na moich oczach znika.
Nie, to nie ona znika. To ja znikam dla niej. Powoli, nieodwracalnie mnie nie ma. Ostatni oddech, ostatnie impulsy nerwowe przesyłane do mózgu – na więcej nie starcza materii.

Budzę się.

Mam wrażenie, że śnię to wszystko o raz kolejny, ale mogę się mylić, może to deja vu.
Wiem, jednak na pewno – to nie mógł być SUCHY LÓD.


.denikina



Title: |14. czyli "kal ho na ho"|
Date: niedziela, 28 września 2008
Time: 23:56:38
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

zamknijcie drzwi, zapalcie świece,
zabawa będzie!
błyśnij owocem, soczystym miąższem,
nim się mglisty poranek obróci w Rzeczywistość.
nim się spostrzegą Ciekawskie Szczeliny.

s t a r y n i e d ź w i e d ź m o c n o ś p i !

dalejże, kręćcie kolorowe spódnice,
nie żałujcie białych koronek!
jutro mi róża będzie przekwitłą,
teraz rwij płatki czerwone.
teraz kalecz palce, gdy ból jest słodki.

m y s i ę g o b o i m y, n a p a l c a c h c h o d z i m y !

jak się zbudzi to nas zje!
wszakże noc jeszcze młoda,
czegóż że macie żałować, Panowie, Panienki?
już zadecydowaliśmy.
już przewidzieliśmy skutki.

Już Wiemy Wszystko.

j a k s i ę z b u d z i t o n a s z j e!



.denikina



Title: |13. czyli "o błędach"|
Date: poniedziałek, 31 marca 2008
Time: 23:20:00
Comments: |komentarze [6]|
Other: dA || grono.net

-nie szukać problemów, same się zdarzą
-nie myśleć za dużo, i tak mózg się sam w końcu nakręci
-nie krzyczeć, głos się jeszcze przyda

-rozmawiać
-rozważać
-przepraszać
-zmieniać się

-nie powodować łez
-nie ranić
-nie zabijać

-TWORZYĆ

.denikina



Title: |12. czyli "o oknach i balkonach"|
Date: niedziela, 24 lutego 2008
Time: 18:27:35
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

Wychodzimy wieczorami na balony, okna. Niebo jest już zazwyczaj ciemne, pojawiają się gwiazdy, jak małe błyszczące koraliki rozsypane przez nieuważne dziecko na podłodze. Zapalamy papierosa lub mówimy - nie pal przy dzieciach - siadamy na krześle, opieramy się o balustradę, wychylamy zaciekawieni nad parapet, jakby oczekując. Nie, nie pomyliliśmy się, to nie noc sylwestrowa, nie zobaczymy żadnych fajerwerków, czy kolorowych świateł. Jest cicho. Tylko czasami usłyszymy jak jakiś drobny pijaczek zakrzyknie coś do drugiego na pustoszejącej ulica. My trwamy w niezmiennych pozycjach, jakbyśmy chcieli się wtopić w tą wieczorną porę, zakryć ciszą. Czekamy wytrwale i tylko jasne obłoki pary malują się w zimnym granatowo-świetlistym powietrzu.
Nagle ciemność staje się ciemniejsza niż była, jakby zaraz miała rozbłysnąć płomiennym blaskiem. Choć może to tylko złudzenie naszych zmęczonych oczu? Ale, nie. Nie zdawało się nam, na pewno. Wstrzymujemy na chwile oddech.
Ale nic nie następuje. Gwiazdy wydają się trwać w swoich orbitach. żadna nie spada, nie zmienia koloru, nie rozjaśnia łuną nieba. Czyżby nasze wyczekiwania poszły na marne? Nabieramy głęboko powietrza w płuca i długo wydychamy półprzejrzystym strumieniem pary, jakbyśmy chcieli powiedzieć z niezadowoleniem: znów całe to oczekiwanie na nic.
Podnosimy się z krzeseł, odchodzimy od poręczy balkonu. Zamykamy okna, drzwi. Odkładamy to wszystko do jutra, razem z niedopalonym papierosem tlącym się jeszcze na parapecie.
W pomieszczeniu jest ciepło. Siadamy na kanapie, przy stole, obejmujemy się ramionami, odmierzamy delikatne pocałunki - ani zbyt gorące, ani zimne. Włączamy odtwarzacz płyt kompaktowych. Z cichym trzaskiem uruchamianego sprzętu zatapiamy się w inny stan. Michael Buble mruczy w tle Always On My Mind Elvisa Presleya (niemniej słodkim głosem, zresztą). Jeszcze nie dręczą nas jutrzejsze wydarzenia, już nie pamiętamy dzisiejszych gwiazd. Pozwalamy sobie na tą chwilę intymnego braku świadomości, całkiem przez ten moment całkiem szczerzy i nadzy, jak nigdy w życiu.


.denikina



Title: |11. czyli "o stanach niekontrolowanych"|
Date: środa, 23 stycznia 2008
Time: 23:40:46
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

Złość przychodzi do mnie stosunkowo szybko z nagłym kłującym impulsem docierającym w prostej linii do mózgu.

Kurwa mać.

To pierwsze poprawne logicznie i gramatycznie złożone zdania. A właściwie równoważnik. Zdań.

Kurwa mać!

Oto kolejne, nieznacznie podkreślone koślawym wykrzyknikiem (niestety nie mogę oddać krzywizny wkurwionego pisma poprzez klawiaturę. Szkoda.)

Kurwa jego pierdolona mać.

Ostatnie poprawnie wypowiedziane zdanie. Zazwyczaj bez zbędnego bulgotu. Względnie zrozumiałe. Pardon. Równoważnik. Znaczy się - zdań.

I zadeklamowałabym Ci nawet z miejsca Puszkina w oryginale, gdybyś w tej chwili rzucił choć słowo. Ale ten pusty wzrok, koloru mętnej ściekowej wody, te zaspawane, do bólu suche, milczące usta, bezwładne, szmaciane kończyny - wszystko to, kurwa, wścieka mnie jeszcze bardziej.

Powoli zaczynam sie tracić. Boże, nie mam wtedy współczucia i litości. Mam ochotę Cię pokroić tępą siekierą na części i powoli konsumować, znęcać się nad Tobą, konsumować Twoje milczenie, Twój strach i niemoc. Czuję siłę, żeby studiować Twoje ciało komórka po komórce, ciąć je, obserwować, znowu ciąć, drażnić nerwy aż wreszcie znajdę gdzieś te skrywane emocje i wykrzyczysz mi to, co chcę usłyszeć.

Suka? Nie mów tak nigdy o sobie.

Zawsze to słyszę, kiedy czuję całą sobą, że nie ma już we mnie krzty człowieczeństwa. Jak można przeczyć, kiedy widzisz, że te pierwotne zwierzęce instynkty odbijają się w moich oczach i tańczą na całej twarzy.

Istny danse macabre.

Kocham Cię.

Słyszę to pierdolony setny raz. Jego mać.

Czyja?

Znów to, kurwa, irytujące pytanie.

Kocham Cię.

Fuck You!

Okej.

I co jesteś taki, kurwa słodki, co?

*cisza*

Kurwa.

*cisza*

Jesteś skrajnie głupi.

*cisza*

Spiedalaj. Słyszysz? Spierdalaj! Już!
Albo..

*westchnienie*

Kurwa, zaczekaj...


.denikina



Title: |10. czyli "o polonezie"|
Date: czwartek, 15 listopada 2007
Time: 15:50:57
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

Popołudnie. Około pół do czwartej. Jak by to ująć? Pełne rozleniwienie? Ni mniej nie więcej.
Mama gra na keyboardzie Yamaha. Nie lubię go. Stoi z konieczności w małej przestrzeni mojego pokoju. Ma kolor tandetnej bukowej sklejki.
A jednak w jego brzmieniu delikatnie pachnie pianino. Kiedy siedzę w pokoju i zastanawiam sie nad rozprawką z angielskiego, to czasem nawet zapominam o tym, że to elektroniczna Yamaha a nie prawdziwy imstrument z duszą.
To jest ta jedna chwila natchnienia, na którą czekam. Ona gra, a ja czuję, że jej polonez jest tłem do tego co się dzieje, zupełnie jak na jakimś filmie. Jest klimat. Pojawiają się prawdziwe myśli. Wraca wrażliwość.
Biegnę szybko do komputera ukłuta jakimś naturalnym impulsem. Zapisuję szybko to, co przyszło mi do głowy. Byle prędzej - zaraz przecież wszystko może ulecieć.
Udaje mi się sklecić te kilka zdań. ktoś mnie woła. Wstaję, idę do salonu. Niestety - fałszywy alarm. Wracam przed monitor. Krok, dwa. Co słyszę? 'Pyk' włączanego telewizora, zamykane drzwi do pokoju. Nie ma muzyki, nie weny. Wszytko na siłę.

.denikina



Title: |9. czyli "o śmierci"|
Date: wtorek, 9 października 2007
Time: 20:46:18
Comments: |komentarze [4]|
Other: dA || grono.net

Kiedy się dowiedziałam, kąciki ust same powędrowały do góry. Po prostu nie przyszło mi na myśl, żeby uwierzyć. Nie można powiedzieć nawet, że go znałam. Nie było mi przykro, czy smutno. To po prostu był szok. Przeżyłam go z godzinnym opóźnieniem, kiedy popatrzyłam na jego zdjęcia. Uśmiechnięty, pewny siebie, młody. Jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, że tacy ludzie jak on giną. Właściwie, dzieci.
Nie zadałam pytań: po co? jak to? dlaczego? I zapewne ich nie postawię. Na razie muszę uwierzyć w to, że go nie ma. że 15 lat życia wystarczy, by tak po prostu zginąć w ciągu kilku sekund, żeby usunąć z tego świata istotę swojego istnienia, myśli, ego.
I znów powtórka z rozrywki. Znów powątpiewanie po co żyć, starać się, jeżeli tak nagle to wszytko ucina tak prosta rzecz, jak zderzenie dwóch samochodów.
Jeszce nie wiem. Ale dojdę do tego. Muszę.

Tak, udzielił mi się egzystencjalizm. Sartre, Camus - dopięliście swego - czuję te wasze egzystencjalne mdłości.




--------
Maurice (1992- 30.09.2007) [*]






.denikina



Title: |8. czyli "o smutku"|
Date: niedziela, 30 września 2007
Time: 18:25:27
Comments: |komentarze [3]|
Other: dA || grono.net

Dziś będzie krótko.
Znajduję się w stanie trudnym do prostego zdefiniowania stanie. Dziś czas zmniejszył swoją prędkość prawie do zera. Trybiki w zegarku obracają się niemrawo i od niechcenia. Ja poruszam się, jak na zwolnionym filmie. I tylko myśli zdają się zachowywać część dawnego wigoru.
Nie wiadomo tylko, czego dotyczą.
Jak dla mnie, odbijają się od siebie, krążąc po przypadkowych tematach, biegną w dziwnych kierunkach, skręcają, zawracają, to znów idą w przód, tylko po to, by wrócić na koniec do punktu wyjścia.
A uczucia?
Były. Przed południem. No i gdzieś wyszły. Nie ma.
Czytam wiadomości, patrzę na twarze i czuję taką obrzydliwą obojętność. Chciałabym powiedzieć, że mnie to denerwuje, ale z powyższych względów lepsze będzie określenie, że jestem zdziwiona. Myślę, że mogłabym tęsknić, ale w obecnej chwili dziwię się delikatnie, jakbym się zastanawiała, czy czegoś mi przypadkiem nie brakuje. Z tych bardziej prozaicznych rzeczy - nie pouczyłam się jeszcze i zamiast się bać (tak, niestety zazwyczaj w takich sytuacjach odczuwam mniej lub bardziej delikatny strach) dziwię się sama sobie, że nie zabrałam się jeszcze za robotę.
Tak to właśnie wygląda. Wszystkie emocje zostały spłycone, zmniejszone, uproszczone i zlepiły się w jedno słowo - zdziwienie.
Właściwie, to teraz zdaje mi się, że to nie do końca takie zwykłe zdziwienie. Ono jest bardzo smutne. No i nie umiem sobie z nim poradzić.

I tu przytoczę bardzo szczerą, choć z pozoru naiwną odpowiedź, której udziela 6 letnia, autystyczna Sheila swojej nauczycielce w książce "Dziecko".

-Nigdy nie płaczę.
-Dlaczego?
-W ten sposób nikt nie może mnie zranić.


Sheilo, bardzo chciałabym teraz móc płakać.



Ps: ...czy przypadkiem nie miało być krótko?
Ps2: |Maria S.|

.denikina



Title: |7. czyli "o trudnych pytaniach"|
Date: czwartek, 20 września 2007
Time: 18:46:48
Comments: |komentarze [2]|
Other: dA || grono.net

Prosiłeś mnie o odpowiedź. Pytanie było trudne. I co najgorsze, to ja je pierwsza zadałam. *łup głową w klawiaturę*
Ale dobrze. Ty odpowiedziałeś. Ja też muszę.
A więc...dlaczego tak bardzo mnie lubisz?




Idę. A właściwie chodzę. Cały czas. W kółko.
Czy myślę?
Zapewne.
O czym myślę?
To już trudniejsze pytanie. I nie umiem na nie odpowiedzieć tak, jakbym chciała. Niebanalnie, prosto, wyczerpująco.
Twoje zdjęcie jest na wprost mnie. Tak, jak teraz stoję, jakiś metr, dwa przede mną, zawieszone w późni.
To na pewno zdjęcie?
Robię krok do przodu. Wciąż ten metr, dwa. Jeszcze jeden, tym razem w lewo. Obraz nie zmienia pozycji. Krok trzeci. Krok czwarty. Wciąż tam jesteś.

Już wiem. Teraz, przed chwilą wyrwałam się z otępienia.
Zadałeś mi pytanie. Mam z nim problem, jak z większością pytań, które zadają mi ludzie.
Kieruję się przypadkowym impulsem i mówię pierwszą rzecz, która przychodzi mi do głowy. Nikogo to nie satysfakcjonuje. Mnie tym bardziej
Teraz jest inaczej.
Stop.
Zastanów się.
Ale jaka jest odpowiedź?

To nie są włosy. Nie oczy, usta. Nie dłonie z kolorowymi paznokciami. Nie uśmiech, którym Cię witam, wypowiadane słowa, bicie serca.
Żaden z pocałunków.

Nie wiem?
Myślisz: wiesz.
Tak, prawda.

To ciepło zimnych dłoni.
Mówisz: idź, czekają.
Ale nie puszczasz mnie dalej.


.denikina



Title: |6. czyli " o tęsknocie"|
Date: poniedziałek, 10 września 2007
Time: 18:23:40
Comments: |komentarze [7]|
Other: dA || grono.net

Tęsknię za bielą.
Nie ma już miękkich poduszek,
pachnących prześcieradeł?
Gdzie kolorowe kwiaty w kubeczku bez ucha?

Popijam czarna kawę
na krześle bez nogi.
Pocieram szarą dłonią
szorstkie,
kanciaste
brzegi stołu.

Nie ma bieli bez czerni.
Jak nikczemne byłoby dobro bez zła?


|Mury|

.denikina



Title: |5. czyli "o zaczynaniu od nowa"|
Date: poniedziałek, 3 września 2007
Time: 00:05:03
Comments: |komentarze [8]|
Other: dA || grono.net

Podobno powinno mnie to bardziej obchodzić. A już na pewno nie powinnam się tak cieszyć. No, niechże się ta denikina bardzie przejmuje. Wypadałoby okazać choćby trochę stresu, czy drżenia rąk!

Guuziik
Aha. Dokładnie. Mówcie sobie, co chcecie. Bodajby Was krew zalała, ja się śmiać będę. A co!
Och, Ty, niegrzeczna...
Wyjątkowo, bardziej niż Ty...
Ale wracając do tematu - wcale się nie boję. I choćby się to zdawało nieprawdopodobne - cieszę się z faktu iż już zaczynam nowy rozdział życia. Z całą pewnością będzie niełatwo i jeszcze wiele razy będę tutaj miotać przekleństwami i wymachiwać rączką w kierunku niebios, ale jednak...Czym byłby marny ludzki żywot bez jakichkolwiek zmian?

(Być może trochę podobny do krowiego. W końcu krowa nie zmienia zdania i cały czas przeżuwa. Trawę. Pfuj.)

Lubię zmiany i ani nowa szkoła, ani nowe środowisko, znajomi, nic, po prostu nic mnie w tym nie przeraża.
Boś, dziiiwna..
Może...?
Na pewno!

W każdym razie, życzę sobie powodzenia. Wy także możecie to uczynić. Nie obrażę się. Serio.

A teraz, pora na dobranoc. Dla Was, oczywiście, bo ja lecę jeszcze potracić trochę cennego czasu...

Gute Nacht!


Ps: |Tylko wspomnienia.|


.denikina



Title: |4. czyli "o spędzaniu wolnego czasu w nocy"|
Date: środa, 29 sierpnia 2007
Time: 11:59:43
Comments: |komentarze [4]|
Other: dA || grono.net

Moje drugie ja śpi. Ha ha. Gupek myśli, że ja też, ale niestety, grubo się myli...
Nie zwlekając dłużej i wykorzystując każdą drobinkę wolności podarowaną mi przez łaskawy los, zapodając coś dla Was, a mianowicie smakowite .PNG z Alichino.
Spokojnie, zrobiłam je z nudów, a nie specjalnie dla Was, a więc wszystko ze mną porządku...


1.) |Ptak|

2.) |Dziewczyna|

3.) |Myoubi 1|

4.) |Enju|

5.) |Tsugiri|

6.) |Myoubi 2|


To by było na tyle. Możecie je sobie pobierać do woli, ale POD PAROMA WARUNKAMI:

-nie wolno podawać się za twórcę .PNG
-trzeba powiadomić mnie w księdze gości o wykorzystaniu danego .PNG w szablonie i ulubić , poza tym warto byłoby umieścić na szablonie informację, że .PNG wzięliście z mojego pamiętniczka


No, to by było na tyle mego kochanego zrzędzenia.
Enjoy!


Zieeew...Która to godzina…?
Jeszcze wcześnie. Śpij sobie, spokojnie…


.denikina



Title: |3. czyli " o podróżach"|
Date: piątek, 24 sierpnia 2007
Time: 12:14:15
Comments: |komentarze [3]|
Other: dA || grono.net

Grechuta śpiewał: Podróże kształcą.
Cóż. Gdyby zaraz potem, choćby falsetem, piano panissimo dodał w większości wypadków zgodziłabym się z nim całkowicie.

Niestety. Wewnętrzna, szesnastoletnia przekora, każe zaprotestować.
Bo i ja dziś wyjeżdżam, choć co do właściwości "kształcących" owej drobnej podróżny mam ogromne wątpliwości.
Wszystko rozbija się te dalekie zakamarki ludzkiego umysłu, do których brzegów nigdy nie uda nam się dotrzeć. Być może, gdyby było to możliwe, nie podejmowalibyśmy decyzji tak rażąco wbrew sobie.
Halo,wbrew sobie?
Och, nie. Znowu...
...będziemy się bawić, co?
Wybacz, dziś nie mam ochoty. (Właściwie, to nie tylko dziś...)
Nie bądź śmieszna. Nie podejmujesz decyzji wbrew sobie. Ostatnio, Ty w ogóle ich nie podejmujesz. Ja to robię.
Słucham?!
Tak, właśnie.
Więc chcesz przez powiedzieć, że to Ty siedzisz na tym brzegu i decydujesz sobie za mnie?
Och, niezupełnie. Ponadto mocze sobie nogi. Woda jest dość ciepła, fale łagodne. Czego chcieć więcej?
...
Jakaś Ty dziecinna, tak łatwo się obrażasz i denerwujesz z byle powodu. Tak łatwo wyprowadzić Cię z równowagi...To w sumie zabawne, ale czasem już przesadzasz.
No, tak. Ja nie siedzę nad ciepłym morzem...
Za to ja nawet tutaj słyszę, jak tłuczesz głową o ścianę...
Czyżby...? (Trzeba będzie stukać nieco głośniej...)
Słyszałam to!
Nieważne. Wypadałoby zakończyć naszą pogawędkę, bo w przeciwieństwie do Ciebie muszę się pakować i jechać na wycieczką, na którą mnie wysłałaś.
Jednak jesteś straszliwie głupia.
Nie odzywam się już do Ciebie. (Ach, człowiek winien podążać za swymi pragnieniami...).
I nigdy nie dzieje się inaczej, gdyż nie w ludzkiej naturze jest działać wbrew sobie.

.denikina